Jednym z ostatnich ważnych przystanków tej drogi była Bratysława - miasto, które nie przytłacza skalą, lecz zdobywa uwagę inaczej: łagodnością, porządkiem i spokojem. Uderzała nas czystość przestrzeni, zieleń rozciągająca się nad Dunajem i to rzadkie poczucie harmonii, w którym nowoczesność nie wypiera tradycji, lecz współistnieje z nią w sposób naturalny i niewymuszony. Z czasem coraz wyraźniej stawało się dla nas jasne, że jest to jedno z tych miast, które nie tylko się odwiedza, ale które pozostają w pamięci na dłużej.
Najważniejszym punktem tego dnia była wizyta w Danubiana Meulensteen Art Museum - miejscu położonym na półwyspie, pośród rzeki, na obrzeżach miasta. Już samo usytuowanie muzeum było doświadczeniem estetycznym. Architektura obiektu zdawała się nie konkurować z pejzażem, lecz wydobywać jego siłę i prowadzić spojrzenie dalej, ku wodzie, światłu i horyzontowi. Wewnątrz czekały na nas wystawy różnorodne, wieloperspektywiczne, budujące opowieść o sztuce, która nie potrzebuje nadmiaru gestów, by poruszyć. To była jedna z tych ekspozycji, które nie narzucają interpretacji, ale otwierają przejścia pomiędzy różnymi sposobami patrzenia.
Zachwyt nad samym miastem okazał się tak silny, że zrezygnowaliśmy z klasycznego obiadu w restauracji. Zamiast zatrzymywać się w jednym punkcie, wybraliśmy prostszy gest: coś do ręki, coś po drodze, coś, co pozwalało dalej iść. Chcieliśmy jeszcze przez chwilę chłonąć Bratysławę ruchem, światłem, krótką rozmową, rytmem ulic i placów. Tam właśnie najbardziej wyraźnie ujawniła się jedna z istot projektu: nie tyle „zaliczać” miasta, ile przebywać w nim wystarczająco uważnie, by zaczęło pracować w nas dalej.
Powrót do Budapesztu nie oznaczał już powrotu do miejsca obcego. Miasto, które na początku mobilności było wyzwaniem, stopniowo stawało się przestrzenią oswojoną. Ostatnie dni pobytu miały dla każdej osoby uczestniczącej nieco inny rytm. Dla większości był to czas indywidualnych i podgrupowych eksploracji - spacerów bez mapy, samodzielnych decyzji, powrotów do wybranych ulic i miejsc, w których pojawiała się potrzeba jeszcze raz spojrzeć, jeszcze raz zanotować, jeszcze raz sprawdzić, jak miasto działa, kiedy nie prowadzi nas już plan dnia, lecz własna intuicja.
Dla części osób był to również czas odzyskiwania sił po trudach zimowej podróży i minusowych temperaturach. Ale i ten moment zatrzymania nie był czasem pustym. W projekcie opartym na procesie nawet bezruch ma swoje znaczenie. W ciepłych pokojach, przy stołach i lampkach, powstawały wtedy szkice, notatki, krótkie refleksje i obrazy, które być może nie pojawiłyby się, gdyby nie konieczność odpoczynku. Zdarza się przecież, że dopiero zatrzymanie pozwala naprawdę zobaczyć to, co wydarzyło się wcześniej.
W jednym z ostatnich dni odwiedziliśmy Szerkesztőség - miejsce wspierające młodą sztukę i artystyczny dialog. Spotkaliśmy się tam z Anicą Rudolf, kuratorką, redaktorką naczelną magazynu Új Művészet, a także z menedżerką kultury współpracującą z galerią. Rozmowa nie ograniczała się do samej wystawy. Dotyczyła szerzej kondycji sztuki niezależnej na Węgrzech, funkcjonowania galerii, pracy redakcyjnej, sposobów budowania dyskursu wokół sztuki współczesnej. Było to spotkanie niezwykle inspirujące, ponieważ pozwalało zobaczyć pole sztuki nie tylko z perspektywy gotowego dzieła, lecz także od strony instytucji, tekstu, organizacji i codziennej pracy, która podtrzymuje obieg znaczeń.
Polecone nam później kolejne miejsce nie przyjęło nas wystawą, lecz jej brakiem - trafiliśmy na moment pomiędzy ekspozycjami, gdy dzieła pozostają jeszcze w skrzyniach, a ściany chwilowo odpoczywają od narracji. Tego rodzaju pauza, choć nieplanowana, także wpisała się w logikę tej mobilności. Okres pomiędzy Świętami a Nowym Rokiem rządzi się własnymi prawami: czasem więcej mówi o sztuce to, co jest akurat w przejściu, niż to, co już zostało w pełni wystawione.
Ostatnim muzealnym akcentem tej podróży było Ludwig Museum. Jeszcze przed wejściem do nocnego pociągu zobaczyliśmy tam trzy wystawy ukazujące współczesność w bardzo szerokim spektrum. Od Picassa, przez działania performatywne Yoko Ono, aż po sztukę Tajwanu - odległą geograficznie, ale bliską w swojej zdolności do opowiadania o świecie ponad granicami. To spotkanie z różnymi językami sztuki współczesnej zamknęło mobilność symboliczną klamrą: od pierwszych szkiców i prób oswajania miasta po coraz pełniejsze rozumienie, że sztuka nie tyle daje odpowiedzi, ile uczy wrażliwości na złożoność.
Potem przyszedł czas na ostatni wspólny posiłek, krótkie rozmowy przy oknach tramwajów i nocny pociąg do Polski. Dzięki uważnemu gospodarowaniu budżetem udało się zakupić miejscówki sypialne, co sprawiło, że powrót nie był jedynie logistyczną koniecznością, ale łagodnym domknięciem całej drogi. Sen w pociągu, pomiędzy miastami, okazał się jeszcze jedną formą refleksji.
Mobilność dobiegła końca, ale projekt się nie skończył. To, co wydarzyło się w drodze, zaczęło dopiero przechodzić w kolejne formy: w rozmowę, w wystawę, w wspomnienie, w próbę nazwania tego, czego wcześniej nie dało się jeszcze uchwycić. Podróż zakończyła się fizycznie, lecz jej sens zaczął działać dalej - w pracach, relacjach i sposobach patrzenia, które osoby uczestniczące zabrały ze sobą do domu.
Drugi dzień w Bukareszcie stał się dla nas czasem świadomego zanurzania się w tkankę miasta. Szliśmy długo, bez pozornego celu - choć w rzeczywistości celem było samo przejście. Miasto odsłaniało się w rytmie kroków: w skali swoich przestrzeni, w nagłych kontrastach, w historii zapisanej w architekturze i w drobnych, nieplanowanych spotkaniach po drodze.
Bukareszt pokazał nam swoją monumentalność. Kopuła Ateneum Rumuńskiego - budynku, który zdaje się brzmieć nawet wtedy, gdy milczy - oraz ogromny gmach Pałacu Parlamentu, stojący jak materialny zapis ciężaru czasu i decyzji. Przechodziliśmy Bulevardul Unirii, szeroki jak zdanie bez kropki, prowadzący wzrok dalej, w przyszłość. Wędrowaliśmy przez Lipscani, pośród pasaży i bram, gdzie stare fasady uczą patrzenia bardziej niż jakakolwiek tabliczka informacyjna.
Jednym z ważniejszych punktów dnia była wizyta w Cărturești Carusel - przestrzeni, która łączy w sobie księgarnię, galerię i kawiarnię. Jasna, spiralna architektura, wystawa fotografii, zapach książek i rozmowy odbijające się od wysokich kondygnacji tworzyły doświadczenie miejsca, które nie służy jedynie oglądaniu, lecz przede wszystkim przebywaniu. Niektóre osoby uczestniczące wyszły stamtąd z książkami - nawet w języku francuskim - jakby podróż chciała rozszerzyć się również o nowe języki myślenia.
Była też mămăliga - prosta, ciepła, ziemista. Smak, który nie próbuje imponować, ale przyjmuje. Tego dnia trafiliśmy również do Ateliere Malmaison. Nie udało się zobaczyć wystawy, którą planowaliśmy obejrzeć, ale wydarzyło się coś innego - coś, czego nie da się zaplanować. Spotkaliśmy pracujących tam artystów, przeszliśmy przez chłodne korytarze i surowe przestrzenie budynku. Chłód murów i ciemność przejść równoważyło ciepło rozmów. Atmosfera tego miejsca okazała się niezwykła - bo nie tworzy jej sama ekspozycja, lecz obecność ludzi i energia twórczego procesu.
Następnego dnia wyruszyliśmy do Braszowa. Przywitał nas śnieg i zimno, które nadały miastu zupełnie inny ton - jak kartce papieru przykrytej bielą, na której kontury stają się wyraźniejsze. Muzeum Sztuki okazało się tymczasowo zamknięte. Choć początkowo było to rozczarowanie, szybko okazało się, że otwiera ono przestrzeń na inne doświadczenie: obserwację samego miasta jako formy sztuki. Jego górzystego położenia, sieci ulic, fasad i rytmu życia, który tworzą ludzie - ci, którzy przechodzą, i ci, którzy zostają.
Po nocy spędzonej w pociągu wróciliśmy do Budapesztu, który w tym momencie przestał być już tylko przystankiem na trasie. Stał się miastem, w którym zaczęliśmy odnajdywać własny rytm.
Sylwestra rozpoczęliśmy spokojnie - od regeneracji po podróży. Wieczorem oglądaliśmy fajerwerki znad Dunaju, ale bez potrzeby, by je zagłuszać czy zawłaszczać. A gdy rozmowy i wspólne gry dobiegły końca, większość osób uczestniczących wybrała najprostszy sposób świętowania Nowego Roku: sen. Bo wspólnota nie zawsze jest hałasem - czasem jest zgodą na ciszę.
Pierwszy dzień Nowego Roku spędziliśmy w Węgierskiej Narodowej Galerii Sztuki, położonej na wzgórzu Zamku Królewskiego. Monumentalna architektura przestrzeni i rozległość ekspozycji stworzyły miejsce sprzyjające refleksji - rozmowom o sztuce, o mieście i o człowieku w przestrzeni.
Kolejny dzień przyniósł spotkanie z wystawą Angels & Architecture | Imre Makovecz 90 w Pałacu Sztuki w Budapeszcie. Ekspozycja poświęcona była twórczości jednego z najważniejszych węgierskich architektów XX wieku. Makovecz tworzył architekturę organiczną - budynki przypominające żywe organizmy: łuki jak żebra, konstrukcje jak skrzydła, drewno i światło splatające się w formy, które zdają się oddychać. W jego projektach architektura nie jest jedynie funkcjonalną strukturą - staje się opowieścią o relacji człowieka z naturą, wspólnotą i duchowością.
Czas mobilności powoli zbliżał się do końca, ale wciąż pozostawało jeszcze kilka dni na dalsze odkrywanie miasta. Mamy nadzieję, że był to czas nie tylko eksplorowania muzeów, lecz także eksplorowania siebie w przestrzeni miasta - poprzez samodzielne spacery, własne decyzje i własne sposoby zapisywania doświadczenia. Bo w projekcie Not Just Passing Through chodzi o coś więcej niż przemieszczanie się. Chodzi o to, by przechodzić przez miejsca świadomie - zostawiając po sobie ślad.
Okres świąteczny podczas mobilności okazał się czasem szczególnym – momentem, w którym podróż zaczęła nabierać głębszego rytmu, a kolejne miasta dopisywały własne rozdziały do naszej wspólnej opowieści.
Wigilia zastała nas w Wiedniu, mieście, które potrafi mówić wieloma językami sztuki jednocześnie. Tego dnia skonfrontowaliśmy ze sobą dwa różne porządki estetyczne: współczesność w MUMOK oraz klasyczną narrację w Upper Belvedere. Dwa odmienne sposoby patrzenia na obraz i przestrzeń spotkały się w naszej własnej, wciąż kształtującej się perspektywie. Ekspozycje nie tyle olśniewały, ile prowokowały do myślenia - zachęcały do powrotów do detalu, do zadawania pytań i do łączenia w szkicownikach tego, co dawne, z tym, co dopiero powstaje.
Wieczorem miasto prowadziło nas dalej przez rozświetlone ulice starówki. Brukowane place, monumentalne fasady i zimowe światło Wiednia tworzyły scenografię dla rozmów o przestrzeni, historii i sposobach, w jakie miasta zapisują czas. Zapachy ulicznych stoisk i świątecznych dekoracji dopisywały do tej podróży własny, zmysłowy rozdział.
Pierwszy dzień Świąt przyniósł moment wytchnienia. Był to czas regeneracji i osobnych rytmów. Każda osoba uczestnicząca eksplorowała miasto na własnych zasadach - w mniejszych podgrupach lub samotnie, z aparatem fotograficznym, szkicownikiem lub po prostu z uważnym spojrzeniem. Powstawały pierwsze bardziej samodzielne notatki wizualne: szkice, fotografie i krótkie obserwacje przestrzeni. Był to moment sprawdzania miasta na własną rękę, bez planu i bez przewodnika, ale z rosnącą pewnością poruszania się w jego strukturze.
Drugiego dnia Świąt opuściliśmy na chwilę metropolię. Udaliśmy się do Biatorbágy, gdzie w pracowni artysty Davida Utcai odbyło się spotkanie, które stało się jednym z najbardziej znaczących momentów tej części mobilności. Rozmowy o procesie twórczym, spontaniczne wymiany doświadczeń i wspólna ciekawość sprawiły, że spotkanie szybko przestało mieć charakter oficjalny. Było raczej przestrzenią dialogu - miejscem, w którym inspiracja rodzi się pomiędzy ludźmi, a nie tylko w obiektach czy dziełach sztuki. Zachwyt nad twórczością mieszał się z poczuciem wspólnoty i z radością płynącą z możliwości uczenia się od siebie nawzajem.
Kolejne dni upłynęły na przygotowaniach do dalszej drogi. Pojawiły się pierwsze indywidualne wyjścia, pakowanie wrażeń w obrazy i szkice, rozmowy na peronach oraz logistyczne domykanie kolejnych etapów mobilności. Przed nami była następna podróż - nocny pociąg prowadzący do Bukaresztu.
Rumuńska stolica przyjęła nas spokojniej, bardziej szeptem niż wykrzyknikiem. W Muzeum Sztuk Pięknych doświadczenie sztuki nie miało charakteru nagłego olśnienia. Było raczej powolnym wchodzeniem w obraz - szukaniem punktów stycznych pomiędzy dziełem a własną wrażliwością. Szczególne wrażenie pozostawiła monumentalna sala królewska, w której architektura i historia tworzyły przestrzeń zapraszającą do uważnego patrzenia.
Wieczorem wyruszyliśmy na spacer przez centrum miasta. Oświetlone fasady budynków, Pałac CEC i ornamenty architektury nocą tworzyły obraz Bukaresztu widzianego w miękkim świetle zimowego wieczoru. Był to moment spokojniejszy - czas, w którym intensywność wcześniejszych dni zaczynała powoli osiadać w pamięci.
Podróż trwała jednak dalej. Po kilku dniach powróciliśmy do Budapesztu, który ponownie stał się naszym tymczasowym domem - wspólną pracownią, miejscem spotkań i punktem zbiórki myśli. Bo w projekcie Not Just Passing Through najważniejsze okazuje się to, co dzieje się pomiędzy. Drogi, które zmieniają sposób patrzenia. Miasta, które sprawdzamy sobą. I ślady, które po tym wszystkim pozostają.
Choć mobilność fizycznie dobiegła końca w chwili powrotu do Polski, proces refleksji i domykania doświadczenia trwał jeszcze długo po przekroczeniu granicy. Już podczas nocnej podróży powrotnej pociągiem rozpoczęły się pierwsze długie rozmowy, w których próbowaliśmy wspólnie nazwać to, co wydarzyło się w ciągu minionych tygodni. Zastanawialiśmy się nad tym, jakie kompetencje udało się rozwinąć lub odkryć w sobie podczas mobilności - zarówno te bardziej oczywiste, związane z komunikacją czy samodzielnością w podróży, jak i te subtelniejsze: wrażliwość na przestrzeń, uważność na innych ludzi, zdolność pracy twórczej w zmieniających się warunkach czy umiejętność odnajdywania się w nowych sytuacjach kulturowych.
Te rozmowy miały bardzo praktyczny wymiar - stały się podstawą do wspólnego określenia kompetencji wpisanych później do certyfikatów Youthpass, które dokumentują proces uczenia się w projektach programu Erasmus+. Wspólne nazywanie doświadczeń okazało się ważnym momentem refleksji: pozwoliło zobaczyć mobilność nie tylko jako podróż, lecz także jako proces rozwoju osobistego.
Kolejnym naturalnym etapem działań następczych było upowszechnianie doświadczeń projektu. W dużej mierze odbywało się ono w sposób nieformalny i bardzo osobisty - poprzez rozmowy osób uczestniczących z rodziną, przyjaciółmi i rówieśnikami. W szkołach, w sytuacjach towarzyskich, w codziennych spotkaniach pojawiały się opowieści o miastach, które odwiedziliśmy, o spotkaniach z artystami, o pracy twórczej prowadzonej w trakcie mobilności. Takie rozmowy, często spontaniczne i pozbawione formalnej struktury, okazały się jedną z najważniejszych form dzielenia się doświadczeniem - bo to właśnie w nich podróż zaczynała żyć dalej, przekazywana z osoby na osobę.
Ostatnim wspólnym etapem projektu było spotkanie w Łodzi, które odbyło się już po powrocie wszystkich osób uczestniczących do codziennego rytmu życia. Był to czas ponownego zebrania się w jednym miejscu - moment, w którym można było jeszcze raz spojrzeć na drogę, którą przeszliśmy razem. Spotkanie miało charakter zarówno organizacyjny, jak i refleksyjny. Przygotowywaliśmy ostatnie elementy wystawy, rozmawialiśmy o doświadczeniach mobilności, a także przeprowadziliśmy krótką sesję ewaluacyjną, pozwalającą podsumować proces i zebrać najważniejsze wnioski.
Kulminacją tego etapu była oczywiście wystawa prac powstałych podczas mobilności, która stała się publicznym momentem domknięcia projektu i zaproszeniem dla odbiorców do wejścia w ślady tej podróży. O samej wystawie można przeczytać szerzej w zakładce „O wystawie”, gdzie zgromadziliśmy szczegółowy opis wydarzenia i dokumentację zdjęciową z wernisażu.
Pierwsze dni mobilności w projekcie Not Just Passing Through zaczęły się tak, jak zaczyna się większość prawdziwych podróży - od drogi. Zanim pojawiły się pierwsze obrazy miasta, zanim powstały szkice i pierwsze notatki w szkicownikach, była seria drobnych gestów: walizki ciągnięte po peronach, poranne półsenne rozmowy, bilety sprawdzane w pośpiechu i pierwsze zdania wypowiadane jeszcze po polsku, zanim pociąg przekroczył granice języków i krajów.
Budapeszt stopniowo przestawał być tylko punktem na mapie, a zaczynał stawać się miejscem, w którym można na chwilę zamieszkać. Miastem, które nie wymaga natychmiastowego zrozumienia, lecz pozwala powoli odnajdywać się w jego rytmie - w sposobie zamawiania kawy, w uczeniu się nazw przystanków, w próbach odczytywania menu, w codziennym układaniu własnego kroku w jego ogromnym, pulsującym organizmie.
Miasto poznawaliśmy także przez smak. Jedliśmy gorące, chrupiące lángosze, tłuste od rozmów i śmiechu, oraz słodkie kołacze, których cukier zostaje na palcach jeszcze długo po ostatnim kęsie. To proste jedzenie ulicy, ale właśnie takie doświadczenia uczą najwięcej - bo pozwalają poznawać miejsce nie tylko wzrokiem, lecz wszystkimi zmysłami.
Jednego dnia pozwoliliśmy sobie również na dygresję od budapesztańskiej codzienności. Wsiedliśmy w pociąg i po kilku godzinach znaleźliśmy się w Znojmo, niewielkim mieście położonym na czeskich Morawach. Tam rytm przestrzeni okazał się zupełnie inny: kamienne uliczki prowadziły wolniej, dachy były niższe, powietrze ostrzejsze, a czas zdawał się płynąć spokojniej. Była to krótka, ale ważna zmiana perspektywy - moment oddechu od metropolii, który pozwolił zobaczyć Budapeszt na nowo, kiedy do niego wróciliśmy.
W kolejnych dniach coraz więcej czasu spędzaliśmy w muzeach, ale nie jako turyści. Raczej jako osoby poszukujące inspiracji i języków, którymi można opowiadać o świecie. W Szépművészeti Múzeum podążaliśmy za kolorem, kompozycją i historią obrazu. W Terror Háza konfrontowaliśmy się z ciężarem pamięci zapisanej w architekturze i przestrzeni. W Néprajzi Múzeum śledziliśmy ornamenty, symbole i ślady ludzkiej obecności ukryte w przedmiotach codzienności. Każde z tych miejsc było innym alfabetem, innym sposobem opowiadania o świecie.
Po tych doświadczeniach wracaliśmy do naszego tymczasowego domu - mieszkania, które na czas mobilności stało się przestrzenią pracy i rozmowy. Poranki zaczynały się od szkiców, wieczory od długich dyskusji przy stole. To właśnie tam powstawały szkicowniki refleksyjne i pierwsze wizualne zapisy doświadczenia drogi. Projekt od początku zakładał, że podróż nie polega na szybkim mijaniu miejsc, lecz na zatrzymywaniu się przy nich wystarczająco długo, by móc je zapisać.
W ten sposób pierwsze dni mobilności zaczęły powoli układać się w opowieść - jeszcze fragmentaryczną, jeszcze nie do końca nazwaną, ale już wyraźnie obecną w rysunkach, rozmowach i obserwacjach.
Każda podróż zaczyna się wcześniej, niż wskazuje to rozkład jazdy. Zanim pojawi się pierwszy pociąg, pierwsze miasto i pierwsze szkice powstające w drodze, pojawia się moment spotkania - przestrzeń, w której ludzie zaczynają wspólnie myśleć o drodze. W projekcie Not Just Passing Through takim początkiem była przygotowawcza mobilność edukacyjna we Włocławku, która stała się czasem budowania relacji, wymiany doświadczeń i pierwszych wspólnych decyzji dotyczących nadchodzącej podróży.
Spotkanie rozpoczęło się w wyjątkowej atmosferze. W sali konferencyjnej Miejskiej Biblioteki Publicznej we Włocławku przywitały nas osoby uczestniczące wcześniejszego projektu fundacji realizowanego z osobami w wieku senioralnym. Przygotowały one krótkie, bardzo ciepłe spotkanie podsumowujące ich własne doświadczenia mobilności i wspólnych działań twórczych. Ten moment wdzięczności i wzajemnego docenienia przypomniał nam, że projekty edukacyjne są przede wszystkim przestrzenią relacji między ludźmi - miejscem, w którym doświadczenie jednej grupy może stać się inspiracją dla kolejnej.
Po tej części spotkania seniorzy opowiadali młodym osobom o swojej międzynarodowej mobilności, o tym, jak wyglądało ich spotkanie z inną kulturą i jak twórczość może stać się sposobem zapisywania doświadczenia drogi. Było to pierwsze spotkanie dwóch grup uczestników działań fundacji i od razu przybrało formę warsztatu międzypokoleniowego.
W części artystycznej powstawały rysunki na papierze transferowym, które następnie - przy pomocy rozgrzanego żelazka - przenosiliśmy na bawełniane torby. Proces był szybki, pełen energii i spontanicznych pomysłów. Kolejnym działaniem było tworzenie map wyobrażonych światów z papieru, tuszu i ziaren ryżu. Każda osoba uczestnicząca wyszła z warsztatów z własną torbą i własną mapą - jak z małą historią, którą można zabrać ze sobą w dalszą drogę.
Po kilku godzinach pożegnaliśmy seniorów, a z młodymi osobami uczestniczącymi rozpoczęliśmy właściwą część przygotowań do mobilności. Przez dwa kolejne dni pracowaliśmy nad tym, jak będzie wyglądała nasza wspólna podróż.
Rozmawialiśmy o możliwościach zdobywania grantów i stypendiów w Europie, o ekologii i ekonomii podróżowania, o bezpieczeństwie oraz o świadomym planowaniu trasy. Analizowaliśmy mapy Europy i wspólnie decydowaliśmy, które miejsca chcemy odwiedzić. Właśnie wtedy zapadła decyzja, aby obok dużych miast odwiedzić także miejsca mniej oczywiste - takie jak Znojmo, niewielkie miasto na czeskich Morawach, które pozwala spojrzeć na Europę z innej perspektywy niż tylko największe metropolie.
W trakcie przygotowań odwiedziliśmy również wystawę Agaty Czeremuszkin-Chrut „Dalej, prosto” w BWA Włocławek. Było to ważne spotkanie ze sztuką pracującą ciszą i subtelną materią. Osoby uczestniczące z dużym skupieniem oglądały prace i rozmawiały o tym, w jaki sposób artysta może budować narrację poprzez formę, materiał i przestrzeń.
Coraz ważniejszym elementem naszych projektów jest także włączanie młodych osób w proces podejmowania decyzji. Podczas przygotowań wspólnie analizowaliśmy nie tylko plan mobilności, lecz także budżet projektu i potrzeby związane z działaniami twórczymi. Osoby uczestniczące same wybierały materiały, z których chciały korzystać w trakcie mobilności. Dzięki temu proces twórczy mógł od początku rozwijać się w sposób bardziej indywidualny i świadomy.
Te dni we Włocławku wypełniały również proste, codzienne momenty: wspólne posiłki, rozmowy i pierwsze żarty, które zaczęły budować atmosferę grupy. To właśnie w takich chwilach powstaje to, co później prowadzi ludzi przez całą mobilność - poczucie wspólnoty i wzajemnego zaufania.
Podczas spotkania podpisaliśmy także umowy wyjazdowe, które określają prawa i obowiązki wszystkich stron projektu. Dzięki temu nieformalne ustalenia zyskały formalne ramy.
Po zakończeniu mobilności przygotowawczej praca trwała dalej. Osoby uczestniczące w kolejnych dniach brały udział w grupowych rozgrzewkach językowych online z lektorką języka angielskiego, a my pozostawaliśmy w stałym kontakcie, dopracowując szczegóły nadchodzącej podróży.
Bo mobilność była już bardzo blisko. Jeszcze przed świętami mieliśmy wyruszyć w drogę. A ta droga - jak na jednej z naszych map wyobrażonych światów - zaczynała się rysować powoli, linia po linii.
Projekt Not Just Passing Through został zrealizowany przez Fundację Lateral Thinking w ramach programu Erasmus+ Młodzież, w działaniu Akcja 1 – Działanie na rzecz włączenia DiscoverEU (KA155-YOU). Inicjatywa została dofinansowana ze środków Unii Europejskiej pod numerem 2025-1-PL01-KA155-YOU-000303212.
DiscoverEU Inclusion Action to szczególna forma mobilności młodzieżowej w programie Erasmus+. Jej celem jest umożliwienie młodym osobom, które na co dzień mają mniej okazji do uczestniczenia w międzynarodowych doświadczeniach, poznawania Europy poprzez podróż, spotkanie i wspólne działanie. W centrum programu znajduje się idea uczenia się poprzez bezpośrednie doświadczenie drogi: przemieszczania się pomiędzy miejscami, obserwowania ich z bliska, a także refleksji nad tym, jak przestrzeń wpływa na sposób, w jaki postrzegamy siebie i świat.
Projekt Not Just Passing Through powstał z przekonania, że podróż może być czymś więcej niż przemieszczaniem się pomiędzy punktami na mapie. Może stać się procesem uważnego bycia w miejscu, sposobem poznawania miast, ludzi i kultur poprzez obserwację, rozmowę oraz twórczą refleksję.
W projekcie wzięła udział grupa młodych osób twórczych, które przez niemal trzy tygodnie podróżowały po Europie Środkowej, zatrzymując się przede wszystkim w Budapeszcie, a także odwiedzając inne miasta regionu. Podróż ta była połączona z działaniami artystycznymi: prowadzeniem szkicowników, dokumentacją fotograficzną, rozmowami o przestrzeni miejskiej i wspólną refleksją nad doświadczeniem drogi.
Kluczowym elementem projektu było traktowanie miasta nie jako tła dla podróży, lecz jako przestrzeni dialogu. Osoby uczestniczące odwiedzały muzea, galerie i instytucje kultury, spotykały się z osobami działającymi w środowisku artystycznym oraz eksplorowały miasta poprzez codzienne spacery i obserwację ich rytmu.
Efektem tego procesu stały się prace artystyczne - szkice, rysunki, fotografie i wizualne notatki - które zostały zaprezentowane podczas wystawy Not Just Passing Through w Galerii Promocji Młodych MSK: Żabieniec w Łodzi. Wystawa ta była nie tylko podsumowaniem mobilności, lecz także zaproszeniem do refleksji nad tym, czym naprawdę jest podróż i w jaki sposób doświadczenie przestrzeni może wpływać na nasze myślenie o świecie.
Projekt składał się z kilku etapów: działań przygotowawczych, mobilności międzynarodowej oraz działań upowszechniających i podsumowujących. Każdy z nich był ważnym elementem procesu, który prowadził uczestników od pierwszych spotkań i rozmów aż do wspólnej prezentacji efektów pracy.
Not Just Passing Through
☎ +48 531 030 799
✉ fundacja.lateral.thinking@gmail.com